Nauka słów: metoda na zeszyt

Przyzwyczajeni trybem szkolnym bardzo często na początku nauki kupujemy sobie zeszyt. Tylko sam zeszyt nie zawsze pomaga, warto do niego podejść odpowiednim sposobem.

Wielokrotnie, przed każdym nowym kursem kupowałam nowy zeszyt, raczej gruby, by na dłużej wystarczył. I oczywiście ładny, bo z takim zawsze milej pracować. Zalety zeszytu są oczywiste – jedno miejsce, gdzie zapisujemy wszystkie nowe wiadomości i nic nam nie ginie. Właśnie, czy na pewno?

nauka słów_jezyki_kaukazu

Po 10 lekcjach już słów robi się dużo, a notatek na brudno (pisanych podczas nauki) jeszcze więcej. I znajdź teraz jedno słowo w zeszycie, które było jakiś czas temu. Albo w 15 minut powtórz słowa z przedostatnich zajęć. Nie zawsze jest to takie proste.

Każdy z nas jest inny, więc i każdy uczy się trochę inaczej. Ja muszę zapisać sobie słowo, nie tylko je przeczytać i wypowiedzieć. Tylko zapisywanie jak popadnie mi nie pomaga. Tworzy się w głowie chaos, a nowe słowa w żaden sposób nie chcą się utrwalić. Może jakbym je powtarzała po 50 razy, to by się udało, tylko kto ma tyle czasu?

Dlatego jakiś czas temu stworzyłam system (a dokładniej połączyłam kilka technik), który pomaga mi przyspieszyć naukę. Może i Wam się przyda 🙂 Na czym on polega?

Po pierwsze, jeśli pojawia się nowe słowo, np. w trakcie zajęć, w których uczestniczę, zapisuję je „na brudno”. Jeśli uczę się z książki – piszę w niej ołówkiem. Należę do tych, co piszą ołówkiem w książkach, wiem, że wielu to może oburzać, ale dla mnie książka ma wartość użytkową. Jeśli mam wydruk, np. skanu czy kserówki, wtedy już bez pardonu zapisuję wszystko, co nowe. W przypadku nauki z materiałów elektronicznych, np. plików pdf, bardzo przydaje się opcja wstawiania komentarzy. Nie tracimy wtedy czasu na przepisywanie słów na kartkę.

Po zajęciach zbieram notatki i przepisuję wszystkie nowe słowa do zeszytu. Moim systemem jest dzielenie zapisywanych słów na grupy w oparciu o datę, kiedy się czegoś uczę. Czyli przed każdą nową listą słów dodaję, kiedy je zapisuję. Nową listę zaczynam na nowej kartce, a do tego każde słowo jest od siebie oddalone o minimum 2-3 linijki. Dzięki temu mój wzrok koncentruje się jedynie na jednym słowie w danym momencie. A do tego jestem fanką tzw. „światła” na kartce, czyli muszę mieć duże odstępy między elementami, inaczej wolniej absorbuję nowe rzeczy – wtedy koncentruję się automatycznie na większej ilości słów.

Zauważyliście może, że jak jesteście bardzo zmęczeni, to trudniej się Wam skoncentrować na czytaniu? Po prostu dużo więcej wysiłku trzeba włożyć w to, by zrozumieć dany zapis. Niestety rzadko kiedy mam tyle czasu, by uczyć się w pełni wypoczęta – często jest to wieczorami, po całym dniu pracy, lub w weekendy, kiedy też dopiero wchodzę w fazę relaksu. Zapis „luźny” jest wtedy dużo bardziej efektywny.

Do tego, jak mam na stronie A5 10 słów, a nie 15, to automatycznie wydaje mi się, że mam mniej pracy do wykonania i podchodzę do tego z większym entuzjazmem. Niby banalne, ale działa 🙂  Wiele osób tak ma, choć często nie zdają sobie sprawy. Pomyśl sobie, że masz nauczyć się 10 nowych słów – banał, nie? A teraz pomyśl – na tej stronie mam 20 nowych słów do opanowania – już robi się mniej wesoło.

Najpierw przepisuję słowa w systemie „jak leci”, czyli dbam jedynie o to, by nic nie pominąć i by słowa nie były namazane, czyli żeby nie było skreśleń, poprawek. Jeśli nauka nowego języka wiąże się z nowym alfabetem i dopiero się go uczymy, wtedy warto przekreślić/zamazać/zakorektorować (jeśli jeszcze ktoś używa korektora poza mną), niż zostawić takie nieładnie napisane. Dlaczego? Za każdym razem, kiedy uczymy się tego słowa, musimy na nowo rozszyfrowywać nasze bazgroły. Po co, skoro możemy napisać to jeszcze raz wyraźniej?

Mamy już całą nową lekcję w zeszycie. Ale to dopiero połowa. Teraz naszym bojowym zadaniem jest przepisanie tych słów albo na kolejnych kartkach, albo w nowym zeszycie, czy notesie w porządku alfabetycznym. Dlaczego tak? Ponieważ badania 9amerykańskich naukowców, bo oni mają na to pieniądze 😉 ) pokazują, że szybciej zapamiętujemy rzeczy, które są do siebie podobne. Dodatkową zaletą jest to, że poznajemy kolejność liter w alfabecie nowego języka, co nam się przyda później przy korzystaniu z tradycyjnego słownika. A do tego, podczas procesu przepisywania słów w porządku alfabetycznym musimy je aktywnie przeczytać jeszcze raz i przeanalizować poszczególne litery w słowie.

Faktycznie, na początku ta ostatnia część zajmuje więcej czasu, ale po 2, 3 razie już alfabet nie będzie dla Was problemem. A do tego uda się Wam wyłapać wszelkie podobne słowa, różniące się jedynie kilkoma literami – te zawsze przyprawiają nas o ból głowy, więc warto sobie uprościć ich naukę.

Jeśli nie macie lub nie chcecie mieć tylu osobnych notesów, polecam Wam zapisywanie nowych słów najpierw na osobnych kartkach – każdą datę spinamy w jedno, by nam nie poginęły. A potem z nich przepisujemy na czysto do zeszytu. Można też robić na odwrót. Kiedy jeżdżę dużo komunikacją miejską, każdą lekcje spisuję alfabetycznie na luźnych kartkach, spiętych razem, by się nie pogubiły i wrzucam do torby. Dzięki temu stojąc w korku lub jadąc ponad 10 minut mogę wyjąć moje alfabetyczne ułożone notatki i sobie poczytać. Nie muszę wtedy targać całego zeszytu, otwierać na odpowiedniej stronie itd.

Pewnie myślicie teraz – kto ma na to czas? Jeśli przyjmiecie efektywny system nauki słów, czyli nie więcej niż 10-15 na jedną lekcję, wtedy przepisanie dwa razy kilkunastu słów zabiera nam maksymalnie 20 minut.

A jak wy korzystacie z zeszytów do nauki?